sobota, 13 kwietnia 2013

Część 3


Nie wiem, ile płakałam. W każdym razie kiedy w końcu zdecydowałam się wrócić do salonu, zastałam tam Elle, Argus'a, jakąś rudą dziewczynę, roześmianą blondynkę, ponurego chłopaka z kruczoczarnymi włosami.
- O, hej. Ty pewnie jesteś Beatrice. Już uzgodniłam z twoim chłopakiem szczegóły naszego sojuszu. - wita mnie ruda.
Sojusz?! I to z zawodowcami?! Co ten Argus nawyprawiał....
 - A w ogóle to jestem Ariel. Pochodzę z Dwójki. Reszta to Cashmere, z Jedynki i Gick, tak jak ja z Dwójki. - ciągnie dziewczyna o ognistych włosach.
- Aha. A co tak właściwie mówił Gus, o sojuszu? - pytam nieco zdenerwowana.
-  Gus? Och. masz na myśli Argusa. Właściwie to nic ważnego. Gadaliśmy, jaką broń najbardziej lubimy i inne tego typu sprawy. Podobno jesteś świetna w rzucaniu siekierami.
- Nie. Przynajmniej nie tak dobra jak Argus w walczeniu toporem. - odpowiadam oschle.
- Hej! Chcecie oglądać Dożynki? Właśnie transmitują! - woła... ach, Cashmere.
Najpierw oglądamy Dystrykt Pierwszy. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, iż Ariel nie powiedziała nic o chłopaku z Jedynki, trzymającego się nieco na uboczu. Wygląda na to, że został wylosowany. Natomiast Cashmere, Ariel i Gick zgłosili się. 
- Dobra, nie chce mi się oglądać tych słabeuszy... - zaczyna Gick, kiedy dochodzimy do Dystryktu Trzeciego.
- Słyszałam, że w tym roku Piątka jest mocna. Zobaczmy. - proponuje Cashmere, więc Ariel omija Czwórkę i zatrzymuje na Piątce. 
Na początek wylosowana zostaje przestraszona dziewczyna z prostymi, rudymi włosami. Następnie na trybuta zgłasza się wysoki, umięśniony chłopak.
- No, nieźle. A teraz przejdźmy do naszej kochanej Siódemeczki. - mówi drwiąco Gick.
Widzę, jak Argus wbiega hardo na scenę. Teraz ja. To będzie tragiczne. Widzę szeroko uśmiechniętą szesnastolatkę wolno zmierzającą ku scenie. To ja?! Taka uśmiechnięta i opanowana?! Spodziewałam się, że zobaczę kulącą się ze strachu, biedną sierotę...
- Dobra, będzie tego dobrego. Dojeżdżamy do Kapitolu. - stwierdza Ariel.
- Skąd wiesz, że to już Kapitol? - pytam zdziwiona.
- Oglądałam kiedyś jakąś kapitolińską komedię romantyczną. Zakochani siedzieli na tym moście i "podziwiali piękno Kapitolu" jak powiedział lektor. - odpowiada dziewczyna.
Telwizor? Zawsze o nim marzyłam... Pomimo iż jest czynny bardzo rzadko, chciałabym go mieć... Dotąd aby oglądać igrzyska i kibicować dzieciom z naszego dystryktu musiałam chodzić na plac. 
- Proszę zabrać swoje rzeczy. Za pięć minut będziemy na stacji kolejowej Kapitolu. - ogłosił głos w mikrofonie.
Wyjrzałam przez okno. Stał tam tłum wiwatując i skacząc, by dotknąć szyby, za którą stoję. Kiedy wyszłam z pociągu, usłyszałam jak krzyczą:
- Za-wo-dowcy! Za-wo-dowcy!
A więc tym teraz jestem. Zawodowcem.